sobota, 4 lipca 2020

Zając, dudek, bociany i lato

Kto wypatrzy zająca?
W gęstej trawie wypatrzyłem koniuszki słuchów. Skąd wiedziałem, że to zając? Jak pracuje ludzki mózg, który z nieistotnego szczegółu wywodzi istotny obraz całości? Czasem sam siebie zaskakuję. Myślę, że ludzie nie muszą już pracować nad komputerami kwantowymi. Każdy z nas jest w to coś wyposażony. Podstawowym uzasadnieniem prac nad sztuczną inteligencją jest nieprawdopodobna szybkość obliczeń wykonywanych przez komputery kwantowe… 






Jakby nie patrzył, w następnych sekundach ulotny domysł znalazł potwierdzenie. Zając przemieszczał się w trawie. Widziałem jego oczy między łodygami. Nie mógł mnie zobaczyć. Miałem za plecami słońce. Zając z trudem dostrzega nieruchome rzeczy w otoczeniu. Musi być ruch, by mógł ocenić zagrożenie lub stwierdzić jego brak. Ten do końca nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Żywił się ziołami. Kicał z miejsca na miejsce. Trafiwszy na połać skoszonej łąki, podskoczył kilka razy do krzaków nad rowem melioracyjnym i zniknął pod gałęziami.






Mika też się nie domyśliła obecności zająca. Zapatrzyła się na bociany nieopodal przydomowego stawu. Dwa z nich drzemały pod łanem zboża w plamie światła. Trzeci spacerował w pobliżu. Co i raz sięgał dziobem w trawę, coś połykał, kroczył dalej. Słowem:

- Sielanka.










Kolejne bociany pasły się w obniżeniu łąki nieopodal rowu melioracyjnego, na skraju łanu i kępy przypadkiem wysianego owsa. Podchodziłem do nich, udając, że mnie nie ma. Oczywiście nie zwiodłem ich. Zniecierpliwione niechętnie zebrały się do odlotu za drogę. Na skoszonej łące pod brzozowym zagajnikiem sejmikowały mewy. Zleciały się do łatwego żeru na odsłoniętej ziemi. Nie próbowałem już do nich podejść. Były za daleko.



Dudek da się rozpoznać
Wyszedłem na drogę do leśniczówki w Nowym Przykopie. Za stawem przymierzyłem się do fotografowania umarłych brzóz. Kątem oka dostrzegłem lecące ptaki. Pomyślałem:

- Sójki.

Przysiadły na chwilę na suchych konarach i nagle zawróciły. Coś je spłoszyło.. Dopiero wtedy rozpoznałem dudki. To pierwsze zdjęcie od czasu pobytu w bursie technikum rolniczego w Chroberzu na Ponidziu podczas zlotu panoramistów z nieistniejącego Panoramio. Dudek jest daleko, ale da się rozpoznać. Odlatywał ku słońcu w ślad za partnerem jakimś nieskładnym lotem.




Potem zobaczyłem samiczkę gąsiorka. Popiskiwała. Być może to ona spłoszyła dudki, pozbawiając mnie szansy na bliskie ujęcie. Gąsiorki potrafią być nieustępliwe w obronie swojego terytorium.
Tak więc dudki wciąż tylko słyszę, gdy tokują w drzewach wzdłuż lokalnej szosy albo nadają z pobliskich zagajników kryjących rozpadające się osiki, wierzby i brzozy, pełne dziupli, z których wywodzą co roku lęgi.





Lewitujące maki


Znaki lata


O tej porze roku kwitną maki. Ocalałe z pestycydowego pogromu. W świetle wstającego słońca i na tle trawy pokrytej rosą zdają się lewitować. Na skraju zbożowych łanów kwitną margerytki. Znaki pełnego lata. W przydomowym stawie pojawiły się też jakieś wodolubne kwiatki. Nie rozpoznaję ich gatunku. Są tłem dla koncertu żab. 






Świerkowa aleja w świetle słońca z boku zdaje się mistycznym obiektem. Aparat z trudem chwyta jej nastrój. Wszystko przez kontrasty plam światła z zielonym półmrokiem.









Kiedy fotografuję bociany na gnieździe w Nowym Przykopie, dostrzegam wyrośnięte pisklę. Próbuje już swoich skrzydeł. Gaworzy po bocianiemu, wychylając się znad krawędzi gniazda. Właśnie uświadamiam sobie, że za pięć może sześć tygodni bociany zaczną zbierać się do odlotu. Przyjemny nastrój ustępuje nostalgii… Okres lęgów dobiega corocznego kresu… 





Znowu wyrzucam sobie, że zbyt mało chodzę o świcie po warmińskich zakamarkach… To przez pogodę. Burzliwą jak rzadko kiedy…

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza